Aktualności

« poprzedni  |  powrót do listy  |  następny »

Dyskotece: Nie!

25.07.2002

Wytwórnia piwa przy ul. Browarowej już nie istnieje. Nieruchomość kupił nowy właściciel. Siemianowicki browar był własnością Browarów Górnośląskich SA w Zabrzu. Ten zakład jest obecnie w likwidacji, nie wytrzymał konkurencji rynkowej. Jego los podzieliła także fabryka mieszcząca się w grodzie Siemiona.
Pomimo że w budynku przy ul. Browarowej są jeszcze wszystkie urządzenia niezbędne do produkcji chmielowego płynu, już dawno nie było tu warzone piwo. Syndyk masy upadłościowej zabrzańskiego browaru tłumaczy, że siemianowicki zakład został sprzedany, by przynajmniej w części sprostać finansowym zaległościom. Suma nie jest zawrotna — 600 tys. zł. Tyle właśnie zapłacił Jerzy Łazarczyk, sosnowiczanin.
— Chciałem zainwestować w nieruchomość. Jak zobaczyłem, w jakim stanie są wszystkie urządzenia, to aż żal było to niszczyć — tłumaczy swoją decyzję nowy właściciel. Sam budynek ma ok. 6 tys. m2. Praktycznie cała instalacja gotowa jest do produkcji. Wyjątkiem jest sieć chłodnicza, która obecnie jest rozbrajana.
— Jest ona przystosowana na amoniak. Nie ma żadnych szans, by ktokolwiek wydał zgodę na korzystanie z niej — twierdzi Łazarczyk. Pan Jerzy nie do końca jest przekonany, czy zrobił dobry interes. Teraz miesięcznie ponosi ogromne koszty. Opłacenie pracowników (trzech stróżów pracujących na umowę zlecenie i jednego mężczyzny na umowie o pracę), podatek od nieruchomości oraz rachunki za dostarczaną do budynku moc — w sumie kosztuje go to ok. 8 tys. zł. Inną sprawą jest, że Łazarczyk czuje się po części oszukany. Otóż zabrzański browar w 1993 r. wydał 300 tys. niemieckich marek na budowę parociągu, biegnącego do ul. Hutniczej. Przy zakupie siemianowickiego zakładu sosnowiczanin otrzymał obietnicę, że ta sieć nadal będzie funkcjonować. Dawało to w przyszłości możliwość dalszej produkcji piwa. Rozgrzana bowiem do temperatury ok. 130 st. C para służyła do gotowania chmielowego napoju.
— Niestety, ktoś zadecydował o odcięciu pary i zastąpieniu jej gorącą wodą. Teraz tego już nie można zmienić. A chcąc wybudować nowy kocioł parowy, trzeba liczyć się z wydatkiem ponad 500 tys. zł — mówi Łazarczyk. Dlatego właśnie marne są szanse, by w Siemianowicach Śl. znowu produkowane było piwo. A przecież jeszcze pod koniec lat 90. ubiegłego wieku właśnie z tego zakładu pochodziło m.in. jedno z lepszych w kraju ciemnych piw. Trudno także wyrokować, by znalazł się chętny inwestor, który przekazałby większą sumę pieniędzy.
— Dawałem mnóstwo ogłoszeń w prasie. Ale niestety, jak do tej pory nikt z branży piwowarskiej nie zgłosił się — tłumaczy pan Jerzy. Uruchomienie produkcji wpłynęłoby też na nowe miejsca pracy. W latach świetności siemianowickiego browaru pracowało tu ok. 70 ludzi. Nowy właściciel uważa, że na początek zatrudniłby co najmniej 20 osób. Na razie jednak największe zainteresowanie zakładem przy ul. Browarowej przejawiają złodzieje, którzy rozkradają co tylko się da. Same kotły warzelne mają w sumie 5 ton miedzi, a jeden kilogram tego metalu kosztuje 5 zł.
— Robimy, co możemy, by utrzymać to co zostało. Niekiedy jednak nam się nie udaje — zauważa Łazarczyk.
Pan Jerzy miał kilka pomysłów na zagospodarowanie niektórych przynajmniej pomieszczeń. Między innymi chciał, by w leżakowni piwa powstała dyskoteka. Miało to być alternatywą dla młodzieży z tej dzielnicy, która najczęściej spędza wolny czas w bramach, popijając różne trunki. Pomysł nie przypadł jednak do gustu włodarzom Siemianowic Śl.
— W tym mieście najlepiej nic nie zmieniać. Urzędnicy uważają, że wszystko powinno być po staremu. Zmiany nie są tu mile widziane — twierdzi sosnowiczanin. I rzeczywiście jest po staremu. Rudera jak bezużytecznie stała, tak stoi. A bezrobotnych siemianowiczan wciąż przybywa.
Instalacja w siemianowickim browarze przygotowana jest na produkcję do 100 tys. hektolitrów rocznie
JAN KISIAŁA:
— Wychowałem się w domu obok. Pracowałem w browarze w latach 60. Aż żal patrzeć, co się z tym zakładem stało. Czy to tak trudno zrozumieć, że na uruchomieniu produkcji wszyscy by skorzystali? Praca dla ludzi to jedno, ale zyski dla całego miasta to drugie. Widocznie jednak nikogo to nie interesuje.
HALINA STRÓŻYK:
— Jest dla mnie oczywiste, że gdyby tutaj znowu ruszyła produkacja, to byłoby o wiele lepiej. Sama jestem bezrobotna i wiem, jak ciężko jest bez pracy. A może wtedy znalazłabym tu zatrudnienie. Za zaistniałą sytuację obwiniam zarówno browar w Zabrzu, jak również urzędników, których chyba nie interesuje los zwykłych ludzi.


Dziennik Zachodni

TABAKA MICHAŁ