Aktualności

« poprzedni  |  powrót do listy  |  następny »

Browar zwalnia za złą pracę

18.02.2002

Dwa dni po zmianie władz w koszalińskich browarach Brok wypowiedzenia dostało kilkanaście osób. Kolejne redukcje mają nastąpić jutro. To ponoć nie koniec "bolesnych cięć”. Z przestraszoną załogą nikt nie chce rozmawiać.
Wszystko wskazuje na to, że obawy załogi Broka wiążące się ze zmianą właściciela firmy nie są bezpodstawne (pisaliśmy o tym w sobotnio-niedzielnym wydaniu gazety). Jak się dowiedzieliśmy nieoficjalnie, przebywający w piątek w Koszalinie Adam Brodowski, prezesbrowaru Strzelec SA w Krakowie i od niedawna wiceprezes Broka, w ciągu kilku godzin zwolnił kilkanaście osób, głównie z działów produkcji, sprzedaży i dystrybucji. Zwolnienia podpisywał sam, bo nowy prezes Thomas Gresk wyjechał "w sprawach osobistych” do USA. Z dnia na dzień pracę stracił między innymi Janusz Chmielnicki, od dziesięciu lat dyrektor koszalińskiego browaru. Na większości wystawionych wypowiedzeń jest adnotacja, że zwolnienie następuje "z winy pracownika”. Wiceprezes wyjaśnił im, że źle pracowali i że są odpowiedzialni za fatalną sytuację, w jakiej znalazł się koszaliński browar.
- To był cyrk - powiedział nam jeden z odwołanych pracowników (poprosił o anonimowość). - Staliśmy w kolejce w ciasnym korytarzu i po kolei wchodziliśmy do gabinetu, gdzie siedział wiceprezes. Tu wręczano nam wypowiedzenia nawet nie próbując rozmawiać. Zarzucano nam rzeczy, na które nie mieliśmy wpływu. A przecież decyzje, które uważa się teraz za przyczynę zapaści browaru, podejmował nie kto inny, tylko prezes Gresk. To wszystko przypominało masową egzekucję - kwituje nie kryjąc zdenerwowania.
W piątek Brodowski miał też kilkakrotnie stwierdzić, że to nie koniec "bolesnych cięć”, które czekają koszalińską firmę. Według świadków wiceprezes sugerował również, że na tym zwolnienia się nie skończą. Jak się dowiedzieliśmy nieoficjalnie, kolejne wypowiedzenia mają być wręczane we wtorek. Pracownicy obawiają się, że redukcje mogą sięgnąć nawet 200 osób (w sumie firma zatrudnia 400 pracowników) . Jest bardzo prawdopodobne, że w tej sytuacji wróci także sprawa likwidacji browaru Brok w Połczynie Zdroju.
Jednak na razie nikt z zarządu nie chce spotkać się z zaniepokojoną załogą. Nowi szefowie spółki unikają też wszelkich kontaktów z prasą.
- Czekamy, aż wreszcie ktoś z nami porozmawia i wyjaśni nam co się dzieje - mówi Andrzej Chodanowicz, reprezentujący związki zawodowe. - Domagamy się tego już od kilku dni, ale jak na razie bez odzewu. Jedyne co usłyszeliśmy to obietnica, że do takiego spotkania wkrótce dojdzie. Nic więcej nie wiemy.

Co się stało w Broku?

W trakcie środowego posiedzenia Rady Nadzorczej gruntownie zmieniono skład zarządu. Ze stanowiska prezesa ustąpił Malte Schwain. Z pracą w zarządzie pożegnali się też Władysław Gryglewicz i Zbigniew Herman. Nowym prezesem został Thomas Gresk, a jego zastępcą - Adam Brodowski, prezes zarządu i właściciel znaczącej części akcji notowanego na giełdzie krakowskiego browaru Strzelec.
Środowe zmiany to konsekwencja grudniowej decyzji ówczesnego właściciela koszalińskiej firmy - niemieckiego koncernu Holsten Breuerei AG, który postanowił sprzedać swoje udziału w Broku (98 procent). Kupiła je tajemnicza amerykańska firma, której przedstawicielem został Thomas Gresk. Według naszych nieoficjalnych informacji inwestorem w broku jest między innymi Strzelec, a w Radzie Nadzorczej znaleźli się też przedstawiciele Kredyt Banku. Powrót Thomasa Greska (był już prezesem BROKA w latach 1999-2001) wywołał zadziwienie i niepokój 400-osobowej załogi. Zdaniem części pracowników to właśnie on jest odpowiedzialny za to, że koszalińskie browary, przynoszące kilka lat temu spore zyski, notują teraz olbrzymie straty (w 2000 roku wyniosły one 30 mln zł). Fatalne wyniki miały być powodem odejścia Greska w połowie 2001 roku.


Głos Pomorza

Piotr Polechoński