Aktualności

« poprzedni  |  powrót do listy  |  następny »

Browar wciąż czeka na lepsze czasy

22.11.2007
Browar wciąż czeka na lepsze czasy Browar wciąż czeka na lepsze czasy

Nie doszło do zaplanowanej na wczoraj licytacji browaru, bo właściciel zabytku spłacił długi wobec miasta.

Magistrat postanowił o oddaniu browaru pod młotek wiosną. Od momentu zakupu obiektu w 2000 roku łódzka spółka LCC nie zapłaciła gminie grosza podatku od nieruchomości. Miasto uznało, że nie zgodzi się na kolejne lata zabawy w chowanego i odraczanie kolejnych spłat. Tym bardziej że właściciel - wbrew ciągłym obietnicom - nie zainwestował w browar, a każdy kolejny rok zbliża zabytek do ruiny. Browar został wyceniony na blisko 3,5 mln zł. Cenę wywoławczą w licytacji ustalono jednak na ponad 2,5 mln zł. W maju Jan Lus, właściciel browaru, poprosił miasto o ostatnią szansę i zgodę na sprzedaż browaru bez licytacji - pozwoliłaby ona na spłatę wszystkich długów. Urząd zgodził się na to pod warunkiem, że odbędzie się ona pod nadzorem komornika skarbowego. Gmina dała czas LCC na zawarcie transakcji do dnia licytacji. Magistrat widział w całej sytuacji same korzyści - groźba licytacji zmobilizowała właściciela fabryki do działania, a miasto przekonało się, że są przynajmniej cztery firmy zainteresowane browarem. Tak czy inaczej, fabryka miała znaleźć inwestora, który miał zmienić charakter tego miejsca i przyczynić się do rozwoju tego fragmentu miasta. Firma LCC zapewniała, że ma już partnera i zdąży z nim zawrzeć umowę w wyznaczonym przez miasto terminie. Tym bardziej że w sierpniu uzyskała warunki zabudowy i zagospodarowania dla tego terenu. Z planów miasta i właściciela browaru nic nie wyszło. LCC spłaciła dług, licytację odwołano, a o inwestorze znowu ucichło. - Niestety, nagłośnienie sprawy spowodowało, że do negocjacji trzeba będzie usiąść jeszcze raz - twierdzi Jan Lus. Nie traci jednak nadziei na to, że wkrótce w browarze powstanie część mieszkaniowa, a zabytkowa reszta zostanie przeznaczona dla użyteczności publicznej. Koncepcje wykorzystania browaru przez LCC w ciągu siedmiu lat ewoluowały. Były pomysły utworzenia w zabytkowej części minibrowaru, w którym serwowano by kmicica, bohuna i pielgrzyma, oraz centrum kongresowego z salami konferencyjnymi, miejscami hotelowymi, a w najpiękniejszej piwnicy słodowni - gastronomii.

Ten stary browar

Częstochowski browar jest najstarszą fabryką w mieście. Ma historię dłuższą niż huta, zapałczarnia czy zakłady włókiennicze. Za datę jego powstania przyjmuje się rok 1840, choć tradycje piwowarskie w Częstochowie sięgają XVI w. Browar przy ul. Ogrodowej postawił niemiecki kolonista Lamprecht. Na przełomie XIX i XX w. rozbudował go warszawski przemysłowiec Karol Szwede. Z tego czasu pochodzą słodownia, suszarnia i charakterystyczna wieża ciśnień. Częstochowskie piwo pito w mieście i najbliższej okolicy, a w przededniu II wojny światowej przymierzano się do eksportu do Palestyny. W PRL-u browar upaństwowiono, po czym przyłączono do większych zakładów w Zabrzu. Za sprawą doświadczonego piwowara Stanisława Kłysia w latach 70. XX w. na rynek weszło znane do dziś piwo kmicic. W latach 90. wprowadzono bohuna. Zrezygnowano za to z planów produkcji piwa o nazwie "pielgrzym". W roku 2000 browar kupiła łódzka spółka LCC, zajmująca się inwestycjami hotelowymi, consultingiem i obrotem nieruchomościami. Cztery lata temu zagrożone wyburzeniem najstarsze budynki zakładu wpisano - dzięki kampanii "Gazety Wyborczej" - do rejestru zabytków. W 2005 roku przy ul. Ogrodowej zaprzestano produkcji piwa. Kmicic i bohun wciąż istnieją. Wytwarza je browar w Zduńskiej Woli.


Eliza Kwiatkowska, th Gazeta Wyborcza Częstochowa