Aktualności

« poprzedni  |  powrót do listy  |  następny »

Browar rodem z księstwa

28.10.2006

Cieszyńscy piwowarzy mawiają, że tu można się przekonać, czym różni się browar od fabryki piwa. Bracki Browar Zamkowy warzy złocisty napój już od 160 lat. Jednym z powodów powstania jubilata była - to nie żart - ówczesna walka z alkoholizmem.

Mieszkańcy Cieszyna żartują, że do tutejszego browaru można trafić, używając dwóch zmysłów. Wzroku - bo jego zabytkowe, malownicze zabudowania pięknie prezentują się na Wzgórzu Zamkowym, zwłaszcza nocą, gdy są nastrojowo oświetlone. I węchu - bo w okolicy rozchodzi się aromatyczny zapach warzonego złocistego napoju. Najlepiej czuć go właśnie na Wzgórzu Zamkowym, obok wieży piastowskiej i rotundy. Nie brakuje pasjonatów, którzy specjalnie przychodzą tu na spacery, żeby się nim napawać.

Tak jest już od 1846 roku, gdy Karol Ludwik Habsburg postanowił wybudować nowy arcyksiążęcy browar w Cieszynie. Od początku przylgnęła do niego nazwa "zamkowy", ponieważ stanął tuż obok habsburskiego zamku. Browar od początku słynął ze znakomitego piwa, które cieszyło się powodzeniem w cesarstwie austro-węgierskim. To tutaj nabierali umiejętności pierwsi piwowarzy ze słynnego browaru w Żywcu, który rozpoczął działalność dziesięć lat później.

Nie oznacza to jednak, że wcześniej w Cieszynie nie warzono i nie pijano piwa. Wręcz przeciwnie. Według historyków miasto miało przywilej piwowarski już w XIII wieku. Warzone tu piwo było ponoć tak znakomite, że w latach panowania Władysława Jagiełły sprowadzano je do podkrakowskiego Kazimierza. Browar mieszczański na pewno działał tu już w XV wieku. Na przestrzeni następnych stuleci dochody z produkcji i sprzedaży tego napoju były najważniejszą pozycją budżetu miasta. Według dawnych zapisków w 1812 roku w mieście stało 155 domów piwnych, czyli posiadających prawo do warzenia i wyszynku piwa.

Z biegiem czasu coraz częściej zaczęto jednak narzekać na jego jakość. W 1801 roku zarządca gminy piwnej Filip Lippus wystąpił nawet do sądu z ostrą skargą na piwowara miejskiego, tłumacząc, że wstyd mu wysłuchiwać ciągłych skarg na liche piwo nawet od wojskowych. To m.in. właśnie upadek piwowarstwa miejskiego skłonił zarządców habsburskich dóbr do myślenia o budowie nowego browaru zamkowego (wszak pierwsza warzelnia na zamku powstała już w 1654 roku, co wzbudziło w mieście powszechne oburzenie).

Ale - choć brzmi to jak absurdalny żart - nowy browar powstał też z myślą o walce z alkoholizmem, żeby powstrzymać ludność od nadmiernego opilstwa wódką. W 1845 roku do administracji arcyksiążęcych dóbr śląsko-galicyjskich dotarł list pasterski biskupa tarnowskiego Józefa Grzegorza, który alarmował, że "przy właściwej wódce mocy prędkiego upijania rozszerzyło się pijaństwo w pośród nas i wzięło taką górę, że stało się główną przyczyną upowszechnionej nędzy pomiędzy ludem i szkaradnym źródłem, z którego jakby z plugawej kałuży wylęgają się zbrodnie i bezprawia wszelkiego rodzaju".

Inwestycja była prowadzona na ogromną skalę, a browar posiadł wówczas najnowocześniejsze rozwiązania. Najciekawsze jest jednak to, że gdyby dzisiaj w browarze zjawił się jego budowniczy, nie zauważyłby zbyt wielkich różnic. - Przeprowadzono nowe inwestycje, ale piwo produkuje się tu wciąż tak jak przed stu laty. To tradycyjny sposób, w otwartych kadziach fermentacyjnych, czyli tak jak przed stu laty. Dlatego ten browar jest prawdziwym unikatem, nawet na skalę europejską, jedynym takim w naszej grupie - mówił przed kilkoma dniami Krzysztof Rut, dyrektor ds. korporacyjnych Grupy Żywiec, przy okazji obchodów 160-lecia browaru.

Kadzie to coś w rodzaju niewielkich baseników z fermentującym piwem pokrytym grubą pianą. Ta na jasnym Brackim jest delikatna. Z kolei na warzonym tu również żywieckim porterze jest gęsta i ciemna, tworzy fantazyjne wzory. Kadzie pokazuje nam piwowar Henryk Ćmiel, jeden z najstarszych pracowników browaru. Znajdują się w zabytkowych, malowniczych piwnicach browaru. W nowoczesnych zakładach wytwarzających wielkie ilości piwa ten proces, czyli fermentacja piwa, odbywa się w potężnych, stalowych, stojących w pionie zamkniętych zbiornikach.

Ale to niejedyne pozostałości po czasach Habsburgów. Idziemy do warzelni, gdzie cieszyńskie piwo bierze swój początek. Stoją tu wielkie miedziane kadzie i kotły z potężnymi zaworami, na ścianie miedziane korytko z niemieckimi napisami, służące do filtracji brzeczki. - To wszystko pracuje nieprzerwanie od 1846 roku. I dalej świetnie działa - zapewnia Ćmiel.

Wychodzimy z warzelni i przechodzimy obok pięknego, kamiennego portalu z bramą, wpisanego w zbocze wzgórza zamkowego. Brama kryje aż 45 metrów tunelu prowadzącego w głąb zbocza. To pierwsza leżakownia browaru. Dzisiaj już niewykorzystywana. W cieszyńskim browarze proces leżakowania piwa w dalszym ciągu jest prowadzony w tradycyjny sposób. Z otwartych kadzi fermentacyjnych jest ono spuszczane do jeszcze niższych poziomów piwnic, gdzie są tzw. tanki leżakowe, czyli leżące zbiorniki przypominające duże beczki. Tam jasne piwo leżakuje od 32 do 45 dni, a porter nawet przez trzy miesiące. W piwnicach panuje przejmujący chłód, a w przeróżnych zakątkach i przejściach łatwo się zgubić. - Krążą legendy, że z piwnic prowadzi korytarz, którym można przejść na drugą stronę Olzy, ale na razie go nie znaleźliśmy - śmieje się Janusz Konieczny, dyrektor Brackiego Browaru Zamkowego w Cieszynie.

Cieszyńscy piwowarzy nie mają wątpliwości: - Tu widać, czym prawdziwy browar różni się od współczesnej fabryki piwa.

Wątpliwości co do warzonego tutaj piwa nie mają też ludzie "stela". Uwielbiają jego bursztynową barwę oraz goryczkowy posmak i nie wyobrażają sobie, żeby mogło go braknąć. W pubach i restauracjach w całym regionie Brackie jest na trzecim miejscu w sprzedaży, a wyprzedzają go tylko dwie ogólnopolskie marki, codziennie reklamowane w telewizji. - Tak jak przed 160 laty, produkujemy na potrzeby dawnego Księstwa Cieszyńskiego - mówi Konieczny.

Korzystałem z książki Ryszarda Kincela "Od Mastnego do Brackiego. Z dziejów piwowarstwa cieszyńskiego".
 

Gazeta Wyborcza

 

Marcin Czyżewski