Aktualności

« poprzedni  |  powrót do listy  |  następny »

BrowArmia - kolejna opinia

24.01.2006

Na początku stycznia wybrałem się do Warszawy by odwiedzić otwarty w sierpniu 2005 roku nowy browar restauracyjny o dwubrzmiącej nazwie BROWARMIA.Ostatnia moja wizyta w takim miejscu napawała mnie pewnym niepokojem. Podczas wizyty w podobnym mikro browarze Soma podano mi zbyt ciepłego, kwaskowego i odgazowanego pilsa, a i pozostałe piwa pozostawiły niemiłe wspomnienie, nie mówiąc już o niekompetentnej obsłudze.
Lokal mieści się na rogu ulic Królewskiej i Krakowskiego Przedmieścia w budynku należącym do wojska (stąd też i w nazwie – armia) i posiada dwie kondygnacje: parter z częścią restauracyjną i piwnicę z browarem i pubem.
Wystrój lokalu wyraźnie nawiązuje elementami do miejsca, w którym mamy do czynienia z piwem i jego warzeniem. Dopracowano i skoordynowano tu doskonale wiele elementów.
Barmani i kelnerki w strojach służbowych z wyszywanym logiem są łatwo rozpoznawalni.
Na barze ulotki informujące o charakterze poszczególnych piw, rodzaju fermentacji, a nawet, co jest zupełną rzadkością, składzie surowcowym (brak tylko udziałów procentowych). Barman dobrze poinformowany o innych właściwościach serwowanych produktów. Kelnerki szybko i z wdziękiem nawiązują kontakt z konsumentem, choć nie opanowały jeszcze tak dobrze wiedzy o produktach.
Po krótkich rozmowach w celu uzyskania informacji o piwie dokonałem oceny pierwszego z nich. Był to stout (0,3 l - 6 zł, 0,5 l - 9zł). I tu spotkało mnie miłe rozczarowanie. Jak głosi tekst zamieszczony w ulotce informacyjnej "...piwo zawdzięcza swoją ciemną barwę palonemu jęczmieniowi oraz słodowi czekoladowemu. Udział słodu karmelowego łagodzi ostre, kawowe nuty pochodzące z ziarna palonego...". Nic dodać nic ująć i tak dokładnie jest.
Piwo, sklasyfikowałbym jako "sweet stout", posiada czysty charakter z lekko owocowym posmakiem, bez negatywnych naleciałości zapachowych i smakowych . Można by tylko dodatkowo uatrakcyjnić produkt wytłaczając go mieszanką CO2 z azotem, na czym zyskała by niewątpliwie pienistość.
Kolejnym piwem było czerwone imbirowe (0,3 l - 6 zł, 0,5 l - 9zł), które ponownie wprawiło mnie w zadowolenie. Subtelna ilość imbiru doskonale skomponowała się z słodem karmelowym (Cara Red), a niewielka ilość chmielu nie zmieniła jego charakteru, a nawet zaostrzyła jego smak. Ciemnobursztynowa barwa dopełniła całości. Może tylko piwo było zbyt słabo nasycone CO2 choć przy takim piwie nie musi to być wadą.
W ofercie browaru można jeszcze skosztować dwa piwa typu "hefe-weizen" (0,3 l - 5,5 zł,
0,5 l - 8zł) w wersji jasnej i ciemnej. I one są uwarzone niemal tak jak w Bawarii. Posiadają lekko owocową nutę i pełnie smaku. Są może mało ekstraktywne ale nie wyczuwa się wodnistości. Pienistość świadczy o silniejszym, prawidłowym nasyceniu CO2.
Ostatnim piwem serwowanym w Browarmii jakiego skosztowałem był klasyczny "pils" (0,3 l - 5,5 zł, 0,5 l - 8zł). Smakiem i charakterem odbiegał on jakością od pozostałych lecz można go polecić osobom mniej wybrednym.
Na uwagę zasługuje również oprawa, w jakiej serwuje się poszczególne piwa. Mowa tu o podstawkach (waflach) i odpowiednich kształtem szklankach, co nastręcza chyba niemało kłopotów pomysłodawcom (nie zawsze jawne pozyskiwanie szkła przez kolekcjonerów).
Ciekawie prezentuje się w piwnicznej części salka poświęcona pamięci ORP DZIK, okrętowi podwodnemu z okresu II wojny światowej, wyposażona w liczne elementy wyposażenia łodzi. Gdy odwiedzimy browar w większym towarzystwie można poprosić o piwo w "wieży",
co umożliwi nam zaoszczędzić i za te same pieniądze dokonać zakupu większej ilości piwa (pils i hefe-weizen 3 l - 48 zł, 5 l - 80 zł, stout i imbirowe 3 l - 54 zł, 5 l - 90 zł).
Dla tych co z różnych względów nie mogą wypić specjałów lokalnych na miejscu przygotowano firmową butelkę, z wielokrotnym zamknięciem pałąkowym o pojemności 0,75 litra (13zł kaucja za butelkę) i na miejscu napełnia się ją wybranym piwem.
Nie brak też dobrego poczęstunku gdy po degustacji zapragniemy posilić się na miejscu.
Nastawiono się tu głównie na tradycyjną staropolską, przaśną kuchnię.
Cieszy, że powstają w Polsce takie miejsca gdyż stanowią one alternatywę dla masowo produkowanych ,,lagerów”. Oprócz wody, słodu, chmielu i drożdży w piwach tych bardzo często pojawia się piąty składnik, jakim jest serce, które wkładają je ci co podejmują wyzwanie i tworzą z pasją często małe arcydzieła smakowe. Gratuluję pomysłu i życzę by włodarze tego piwnego przybytku nie zmieniali formuły i wytrwali w niej do końca.
Marek Suliga