Aktualności

« poprzedni  |  powrót do listy  |  następny »

Boję się tu żyć

14.06.2006

Gogolin. Ruszyła rozbiórka byłego browaru. Jednak w budynku otoczonym taśmami zabezpieczającymi wciąż mieszka człowiek.
W poniemieckim kompleksie budynków, w których dawniej był browar, 5 stycznia pod ciężarem śniegu zawalił się dach. Stało się to w części niezamieszkanej, ale inspektor nadzoru polecił wykwaterować ludzi z trzech położonych najbliżej mieszkań.
O browarze pisaliśmy potem jeszcze wielokrotnie, bo gmina nie miała mieszkań dla lokatorów. W poniedziałek rozpoczęła się rozbiórka budynku. Tymczasem, jak się okazuje, za taśmą zabezpieczającą, którą otoczono teren, i tablicą z zakazem wstępu wciąż mieszka człowiek. Rozebrana ma być tylko część budynku. Robotnicy zatrzymają się na ścianie nośnej kilka metrów przed mieszkaniem Wiesława Kozłowskiego.

- Jedna rodzina się przeprowadziła, druga lokatorka zmarła, a ja zostałem - mówi Wiesław Kozłowski. - Od pół roku mówią, że mnie przekwaterują, ale przydziału jakoś nie dają. O rozbiórce nikt mnie nie uprzedzał. Przyjechała ekipa, ogrodzili mnie i kazali nie wchodzić za taśmę w czasie prac. To jak ja mam mieszkać? Niby moja kawalerka ma zostać, ale boję się, że mi się teraz dach na głowę zawali. Przecież oni naruszą całą konstrukcję!
Zleceniodawcą rozbiórki jest gminna komunalka. Zarówno jej dyrektor Stanisław Burkat, jak i szef brygady rozbiórkowej z firmy Woj-Mar zapewniają nas, że rozbiórka jest dla mieszkającego po sąsiedzku Wiesława Kozłowskiego całkowicie bezpieczna:
- Firma specjalizuje się w rozbiórkach, więc wie co robi - zapewnia Stanisław Burkat. - Inspektor nadzoru, owszem, mówił o wyprowadzce lokatorów, ale to było zaraz po zawaleniu. Później na piśmie dostaliśmy tylko nakaz rozbiórki tej części budynku i właśnie go wypełniamy. Prace zostaną przeprowadzone z zachowaniem wszelkich zasad bezpieczeństwa.
Wojciech Klica z Woj-Maru wyjaśnia, że taśma zabezpieczająca zo-stała umieszczona nie po to, aby zakazać całkowicie wstępu do mieszkania Kozłowskiego, ale by ostrzec, że przebywanie pod budynkiem w trakcie prac może być niebezpieczne:
- Coś może komuś spaść na głowę, jeszcze parę godzin wcześniej po tym terenie biegały dzieci - wyjaśnia Klica. - Zapewniam jednak, że lokator może bezpiecznie przebywać w swoim domu.
Wiesława Kozłowskiego takie zapewnienia nie przekonują. Na budowę wjechały koparki, robotnicy używają młotów i pił. Lokator zwyczajnie się boi wypadku. Spać poszedł do kolegi.
Zlecenie na rozbiórkę dała komunalka, ale przydziałami mieszkań zajmuje się Urząd Miasta i Gminy. Dlaczego do tej pory nie znaleziono pokoju z kuchnią dla Wiesława Kozłowskiego?

- Bo nie ma wolnych mieszkań socjalnych, a temu panu trzeba dać taki lokal, aby był w stanie go opłacić - tłumaczy się Krzysztof Długosz, wiceburmistrz Gogolina. - W najbliższym czasie takie mieszkanie ma się zwolnić i wtedy pan Kozłowski je dostanie. Nie ma jednak powodu do pośpiechu: konstrukcja budynku w tej części, gdzie mieszka, jest mocna.

Nowa Trybuna Opolska

Beata Szczerbaniewicz