Aktualności

« poprzedni  |  powrót do listy  |  następny »

Bliżej świata

18.05.2001

Brakuje mi jeszcze ośmiu, żeby przekroczyć magiczną barierę szklanek ze stu państw świata – Ireneusz Tabaczniuk i tak może być jednak dumny z siebie. Urząd Miasta w Tychach i zakład pracy Tabaczniuka potwierdziły, że jest on posiadaczem unikatowej kolekcji etykiet piwnych ze 195 państw świata, gdzie warzyło się bądź warzy piwo.
Dokumenty z pieczątkami poszły do Londynu – i pan Ireneusz czeka, czy znajdzie się w księdze Guinnessa. Próbował już w zeszłym roku, ale w Londynie stwierdzili, że ktoś musi przecież jego rekord pobić. No i pobił, ale on sam – zdobywając etykiety z Bhutanu, Palau i Norfolku.
Cała przygoda zaczęła się ponad dwadzieścia lat temu. Pan Ireneusz był wojskowym (obecnie jest na rencie) i akurat odwiedził swojego znajomego z Rudy Śląskiej. Przyuważył u niego etykiety piwne poprzypinane do styropianu. – Ekstra – pomyślał i dołączył do grona birofilów.
Zaczął – jak zazwyczaj zaczynają birofile – od etykiet. Wkrótce powstał zbiór blisko 10 tysięcy etykiet, głównie z Czechosłowacji i śp. Niemieckiej Republiki Demokratycznej. Po pierwszym kolekcjonerskim uniesieniu, przyszła jednak chwila zadumy – trzeba to zmienić, bo etykiety wszyscy zbierają. Wyprzedał całą kolekcję.
Pan Ireneusz odwiedził znajomego mieszkającego pod Żywcem. A tu na ścianach dziesiątki szklanek z piwa. Spodobało się to Tabaczniukowi i teraz zbiór szklanek tyskiego kolekcjonera można podziwiać na szafkach w dwóch pokojach. Ze zbierania kufli jednak szybko zrezygnował – by zmieścić większy zbiór trzeba by cały domek, albo własny pub.
A potem kręcili jakiś program dla telewizji regionalnej i jeden z redaktorów rzucił: – A może by tak zebrać coś z każdego państwa.
Dlaczego nie? – i tak się zaczęła największa przygoda pana Ireneusza.
To naprawdę przygoda. Bo nie chodzi tylko o myszkowanie po giełdach birofilskich, trzeba czasem szukać etykiet na ślepo.
Zdarzało się, że pisał na kopercie po angielsku: browar, dopisywał nazwę głównego miasta kraju gdzieś na końcu świata i czasem się udawało uzyskać odpowiedź, bo rzeczywiście działała tam warzelnia piwa.
Czasem przychodzi długo czekać – odpowiedź z Aruby, holenderskiej wyspy na Morzu Karaibskim, nadeszła po 508 dniach. Warto tu zwrócić uwagę, że do kolekcji „pństwowej” można zaliczyć też etykiety niektórych terytoriów zależnych, jak duńskiej Grenlandii (ale już nie duńskich Wysp Owczych) – decyduje o tym klasyfikacja klubu Labolog z Ostrawy, wyroczni świata birofilskiego.
Grono państw, gdzie piwo nie ma racji bytu, jest niewielkie. Od razu, na pierwszej stronie klasera, rzuca się w oczy brak etykiety z Afganistanu – tam nigdy nie było browaru. Pan Ireneusz ma za to etykiety z Iranu, sprzed islamskiej rewolucji Chomeiniego, z dawnych Indochin Francuskich, z rzeszy mikropaństewek karaibskich i na Pacyfiku.
W spisie adresów tyskiego birofila widnieje m. in. sześć tysięcy adresów browarów z całego świata, adresy polskich ambasad, zagranicznych kolekcjonerów, nawet z Chin i Australii.
Korespondowanie nie ogranicza się do wymiany akcesoriów piwnych. Nawiązuje się w ten sposób prawdziwe przyjaźnie. Jak z Aleksandrem Grabowskim z Władywostoku, na krańcach rosyjskiego kolosa. Grabowski był lekarzem polskiego pochodzenia, ale z braku środków do życia musiał przedzierzgnąć się w taksówkarza, ale i to się skończyło: klienci nie mają pieniędzy. Przysłał jednak fotkę browaru we Władywostoku, zaznaczając też strzałką na zdjęciu pobliską izbę wytrzeźwień.
Sporo korespondencji trzeba było wymienić, by zdobyć etykietę z Bangladeszu. Ambasada tego azjatyckiego państwa odpowiedziała: „Bangladesz jest krajem muzułmańskim i piwa u nas się nie produkuje”. Pan Ireneusz napisał więc do ambasady polskiej w Dhakce. Cóż, Polak potrafi – i okazało się, że i w Bangladeszu znalazło się piwo do kolekcji, choć z browaru, który już został zamknięty.
Etykieta, niespecjalnie piekna, okazała się jednak decydująca w „wyścigu birofilskim” Tabaczniuka z niemieckim zbieraczem – posiadaczem ponad 100 tys. etykiet, który też się specjalizuje w zbieraniu etykiet z państw świata. Brakuje mu jednak etykiety z Bangladeszu. – I nieprędko ją znajdzie – śmieje się pan Ireneusz.
Środowisko birofilskie nie jest jednak przeżarte ideą konkurencji. Przecież, gdyby nie współpraca, wymiana korespondencyjna, to kolekcje nie powiększałyby się.
Kolekcjoner z prawdziwego zdarzenia musi być systematyczny – tak jak pan Ireneusz. Całą swoją korespondencję zapisuje w specjalnej księdze: dzięki temu wie, gdzie już pisał, a przy tej ilości prowadzonej korespondencji rzeczywiście można się pogubić. Dość powiedzieć, że w ubiegłym roku niemal codziennie wysyłał jeden list, a do kwietnia zdążył już wysłać 118 listów.
W 1986 r. Tabaczniuk zaczął prowadzić Kronikę swojej pasji. Umieszczał w niej wycinki prasowe o organizowanych giełdach birofliskich, swojej kolekcji, o wyjazdach do przyjaciół pasjonatów, są tam też wpisy odwiedzających go birofilów i dziennikarzy. W 1992 r. zaczął prowadzić drugi tom Kroniki. – Szkoda to wszystko pozapominać – tłumaczy.
Jest jeszcze coś, co mogłoby stać się kiedyś Wielką Księgą Birofilstwa, o ile znaleźliby się sponsorzy. To prawie 300 stron maszynopisu encyklopedycznego zapisu – od A do Ż – tego, co birofil może zbierać. Są tu hasła poświęcone długopisom, otwieraczom, zapalniczkom, itd., itp. Byle znalazł się sponsor...

Teraz wystarczy uzupełniać główną kolekcję, śledząc doniesienia o powstawaniu nowych państw. Na zbytnie powiększenie kolekcji szklanek pan Ireneusz specjalnie nie liczy, zwłaszcza że miejsca brakuje, a ich mycie – dwa razy w roku – zajmuje dwa tygodnie! Zaczął więc zbierać etykiety z motywami wojskowymi. Po kolekcji widać, że w piwach z zamkami, kozakami, ułanami, admirałami zasmakowały browary trzech państw: Niemiec, Rosji i Polski. Czesi wolą Szwejka.
Dariusz Zalega
Może wzięło się to z tego, że chciałem być geografem, ale ojciec – zawodowy wojskowy z garnizonu w Stryju, zadecydował inaczej? – zastanawia się Ireneusz Tabaczniuk.

Mały słownik zagranicznych piw
(fragment opracowania I. Tabaczniuka)

Aksamitne – rosyjskie ciemne, lekkie i łagodne piwo.
Ale – angielskie jasne piwo górnej fermentacji, gorzkie i bardzo silne. Występuje w wielu odmianach; Bitter, Indian Fale, Mild, Old i Stock.
Barchatnoje – rosyjskie ciemne piwo, mocne typu bawarskiego.
Bawarskie ciemne piwa – w dwóch barwach ciemnorubinowe i ciemnobrązowe. Z niemieckich piw to: Kulmbacher Bier, Munchener Brau, Nurenberger Bier i Salwator, z rosyjskich Bachratnoje, z polskich Dubeltowe i Marcowe. Wyróżnia się wysokim udziałem ekstraktu, wyraźną chmielową gorzkością i gęstą trwałą pianą. Są to piwa mocne, pełne o skłodowochmielowym smaku.
Berliner Weissbier – niemieckie jasne piwo, do wyrobu tego piwa jako podstawowy surowiec używa się pszenicy. Piwo bardzo orzeźwiające o niskiej zawartości alkoholu.
Bitter Ale – angielskie jasne, mocne chmielowane o posmaku drożdży piwo.
Bock – tradycyjna nazwa niemieckich mocniejszych piw, często ciemnych. Inne źródła podają, iż są to piwa amerykańskie bliskie bawarskiego typu.
Carlsberg – znakomite duńskie piwo, złotożółtej barwy. O smaku chmielu, dość gorzkie.
Cream Ale – piwo amerykańskie, otrzymywane przez dodanie do piwa typu lager niewielkich ilości oryginalnego Ale.
Dortmundzkie piwa – specjalny typ jasnych piw o złotym kolorze z dortmundzkiego słodu, słabo chmielowane, pośrednie między pilsnerem a słodowym monachijskim.
Dwojnoje zołotoje – rosyjskie jasne mocne piwo typu pilsner.
Doppelbock – dosłowne tłumaczenie to „podwójny Bock”, piwo o zawartości alkoholu nie mniejszej niż 7,5 proc. alkoholu.
Dia-Pils – piwo dla diabetyków, całkowicie pozbawione cukru, przetworzony został na alkohol, stąd nazwa Dia. Zawartość alkoholu ok. 6 proc.
Gosebier – niemieckie jasne piwo, o mocno gorzkim smaku.
Heineken – holenderskie jasne piwo, przedniej marki, w wielu państwach piwo to jest produkowane na licencji.
Lambic – belgijskie piwo, produkowane z 60 proc. słodu i 40 proc. świeżej pszenicy oraz dużej ilości chmielu. Nie ma piany, o smaku cierpkim.
Stout – ciemne, a nawet czarne piwo angielskie. Jest dość mocne – powyżej 5 proc. alkoholu.
Strong Ale – piwo typu angielskiego, bardzo mocne do 10 proc. alkoholu. Wysoka zawartość alkoholu gwarantuje mu dużą trwałość.
Trybuna Śląska

Dariusz Zalega