Aktualności

« poprzedni  |  powrót do listy  |  następny »

Biznes Zdzisława B.

20.06.2002

Wyrządzenie szkody majątkowej w wielkich rozmiarach oraz poświadczenie nieprawdy zarzuciła gdańska prokuratura Zdzisławowi B., byłemu dyrektorowi gdańskiego browaru Hevelius. Według śledczych, B. świadomie przysparzał korzyści majątkowych właścicielom browaru, nie dbając o interesy samego przedsiębiorstwa.
Na kredyt

W artykule opublikowanym w maju ub.r. pisaliśmy o kredycie, który w październiku 1996 roku zaciągnął browar w jednym z banków. Kwota 27 milionów dolarów miała być przeznaczona na inwestycje. Poręczycielem pożyczki była spółka Brewpole, właściciel 98 procent udziałów w gdańskim browarze. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, iż za poręczenie Brewpole pobierało od browaru 3 procent prowizji rocznie. Prokuratura uznała to za wyprowadzenie pieniędzy z przedsiębiorstwa. Obliczono, że do momentu przejęcia w 1997 roku browaru przez elbląskie Elbrewery na konto Brewpole trafiło prawie 1,5 mln zł tytułem prowizji. Hevelius płacił więc spore sumy firmie, która była jego właścicielem.

Tysiące za nic

Kolejny zarzut przedstawiony Zdzisławowi B. dotyczy rzekomej współpracy browaru z firmą doradczą Poland Brewery Management, zarejestrowaną w Curacao (Antyle Holenderskie). W artykule z grudnia ub.r. podejrzewaliśmy, że PBM nie wykonywał żadnych prac na rzecz browaru, pobierając jednak z tytułu umowy 75 tysięcy dolarów miesięcznie. Prokuratura potwierdziła nasze przypuszczenia. Dodajmy, iż dyrektorem generalnym PBM był Australijczyk Mark A. H., będący jednocześnie dyrektorem finansowym... Brewpola. Znowu więc z kasy browaru „zapomogi” płynęły do kieszeni jego właścicieli. Mark A. H. jest obecnie poszukiwany przez prokuraturę, która chce mu przedstawić zarzuty. Jak dowiedzieliśmy się nieoficjalnie, Australijczyk był ostatnio widziany w stolicy Peru, Limie.

Bez winy?

- Nic złego nie zrobiłem, prowizja za poręczenie to normalna rzecz. Ja jestem solidny biznesmen. Poczekajmy na wyrok sądu - powiedział nam wczoraj Zdzisław B. Dzisiaj jest prezesem Gdańskiego Przedsiębiorstwa Energetyki Cieplnej, największej komunalnej spółki na Pomorzu, gdzie zastąpił Bolesława F., oskarżonego o udział w innej aferze finansowej.
- Nie sądzę, aby ta sprawa miała wpływ na moją pracę w GPEC - dodał Zdzisław B.
Nieoficjalnie wiadomo, iż B. może liczyć się z odwołaniem ze stanowiska.
- Na ten temat nie będziemy się na razie wypowiadać - powiedział Ryszard Bongowski, dyrektor biura prezydenta Gdańska. - Gdy otrzymamy od prokuratury oficjalną informację o zarzutach wobec pana B., zajmiemy stanowisko. Zapewniam, że nasze działania będą bardzo szybkie i stanowcze.

Do 10 lat więzienia

Konrad Kornatowski - rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Gdańsku - Według nas Zdzisław B. działał na niekorzyść przedsiębiorstwa, któremu przed laty szefował. Naraził je na straty podpisując umowę kredytową oraz zatrudniając fikcyjnie spółkę doradczą. W tym drugim przypadku dopuścił się również poświadczenia nieprawdy. Za zarzucane mu czyny grozi do 10 lat więzienia.
Dziennik Bałtycki

Łukasz Wróblewski