Aktualności

« poprzedni  |  powrót do listy  |  następny »

Albatros może podzielić los Mewy i Rybitwy

24.05.2006

Ważą się losy kultowej piwiarni na tzw. Szlaku Orlich Gniazd.Jeśli urzędnicy nie zgodzą się na obniżenie czynszu właścicielowi Albatrosa, kolejna budka z klimatem serwująca jasne z pianką znikniez nadwiślańskiego krajobrazu.
Życie w Albatrosie zamarło tej wiosny, gdy właściciel wywiesił na drzwiach kartkę „Lokal w likwidacji. Zamknięte”. – Zwinąłem interes, bo wygasło mi zezwolenie na sprzedaż alkoholu. A nowego nie dostanę, bo nie mam umowy dzierżawy terenu – mówi smutno Andrzej Stępień, właściciel Albatrosa. Po Mewie (padła trzy lata temu) i Rybitwie w parku nad tunelem Wisłostrady (zamknięto ją rok temu, pretekstem dla urzędników do jej likwidacji była planowana budowa Centrum Nauki Kopernik na działce obok) to już trzeci lokal z tzw. Szlaku Orlich Gniazd – nadwiślańskich piwiarni z peerelowskim rodowodem – który w ciągu ostatnich lat zniknie z krajobrazu miasta. Urzędnicy miejscy krzywo patrzą na takie skromne budki. – Kojarzą się z PRL -em, a ten z kolei nie kojarzy się najlepiej – twierdzi Tomasz Gamdzyk z miejskiego biura estetyki.
Jasne z pianką bez zadym

Albatros, niepozorna piwiarnia połączona ze smażalnią ryb, istnieje u podnóża Starówki od ponad 30 lat. Kiedyś była jedną z wielu takich knajpek, które ciągnęły się od kanałku na Gwiaździstej aż po Mokotów. Starsi piwosze do dziś wspominają nieistniejące już Jaskółkę i Joaśkę. Albatros zdobył rzeszę stałych bywalców za sprawą świetnych ryb (specjalnością zakładu był morszczuk), taniego piwa i swojskiej atmosfery. Latem do tutejszego ogródka zaglądały rodziny z dziećmi, rowerzyści, amatorzy jasnego z pianką. – Spokojna atmosfera, nigdy nie spotkałem się z żadnymi zadymami – podkreśla Tomek, rowerzysta, który do Albatrosa zagląda dość często. Opinię bywalców potwierdzą policja i straż miejska: w Albatrosie było bezpiecznie.

Teren, na którym stoi budka, od roku jest w gestii Zarządu Terenów Publicznych (ZTP). Wcześniej Stępień dzierżawił go od Warszawskiej Spółdzielni Gastronomicznej, której płacił ok. tysiąca zł miesięcznie czynszu. ZTP stwierdził, że to za mało i czynsz poszybował w górę. – Wyliczyliśmy jego wysokość na ok. 2,6 tys. plus VAT. Takie są stawki na Starówce – twierdzi Renata Kaznowska, dyrektor śródmiejskiego ZTP.

Wstrętna buda?

Jednak niektórzy przedsiębiorcy na Starówce płacą dużo mniej. Bywa, że w lokalach użytkowych należących do miasta, także przy Rynku Starego Miasta, stawka za metr kw. wynosi zaledwie 19 zł. Nawet przedsiębiorcy po cichu przyznają, że to żenująco niska stawka. – A ja siedzę u podnóża Starówki przy samej Wisłostradzie i płacę ok. 30 zł za metr. Gdzie tu logika? – denerwuje się Andrzej Stępień. – Nie wiem, ilu klientów dziennie musiałbym przyjąć, by zapłacić czynsz i utrzymać się przy takich stawkach. Lokal jest ciasny, mam tylko dziesięć miejsc konsumpcyjnych – argumentuje.

Urzędnicy są jednak nieubłagani. – Dla mnie ta budka jest po prostu obrzydliwa. Nigdy nie byłam w środku i mam nadzieję, że nie będę – wyznaje Renata Kaznowska. Przekonuje, że mimo wątpliwej urody Albatrosa urzędnicy zrobili wszystko, by go ocalić. – Zaproponowaliśmy właścicielowi lokalu przedłużenie umowy do końca tego roku, a może i na odrobinę dłużej. Oczywiście z nowymi stawkami czynszu. Ale po zakończeniu remontu Arkad Kubickiego ta budka musi definitywnie zniknąć – mówi dyrektor Kaznowska. Podkreśla, że właściciel Albatrosa jest winien ZTP zaległy czynsz. – Jeśli ureguluje te zaległości, podpiszemy nową umowę. Ostatecznie należność można rozbić na raty – zapewnia urzędniczka. Andrzej Stępień odpowiada, że taki układ go nie interesuje. – Do dziś nie podpisałem z ZTP nowej umowy, więc proponowane przez nich stawki nie są dla mnie wiążące – uważa.

Choć lokal jest nieczynny, Stępień często tu zagląda. – Wciąż liczę, że uda się wyprostować sprawy i znów otworzę Albatrosa. Spróbuję zainteresować tym wszystkim prezydenta Kochalskiego. Może uda mi się wywalczyć obniżkę czynszu. Wtedy pożyczę pieniądze i zainwestuję w remont lokalu, żeby urzędnicy byli zadowoleni – zapewnia. Pomocy chce też szukać u burmistrza Śródmieścia Artura Brodowskiego.

A Arab, Żagielek?

Z tzw. Szlaku Orlich Gniazd do dziś ostały się takie piwiarnie, jak Żagielek i Arab na Kępie Potockiej oraz bar Pod Rurą przy moście Gdańskim. Wszystkie trzy szczególnie upodobali sobie rowerzyści.

Czy skoro padły już Mewa i Rybitwa, a teraz ma do nich dołączyć Albatros, to i te lokale powinny czuć się zagrożone? – Nie traktujemy takich lokali jak skansenów, które należy kultywować i traktować jak wartość samą w sobie, ale nie ma też żadnej polityki dotyczącej likwidowania takich miejsc. Zwykle jest tak, że one same znikają, gdy obok powstają nowe inwestycje. Tak było np. z Rybitwą, która kolidowała z Centrum Nauki Kopernik – kwituje Tomasz Gamdzyk.

Życie Warszawy

ANNA KRĘŻLEWICZ