Aktualności

« poprzedni  |  powrót do listy  |  następny »

Igrzyska piwoszy - zwycięzcy trafiają do izby wytrzeźwień

09.02.2007

Nawet dwadzieścia piw potrafią wypić jednego dnia piwosze z ul. Wschodniej, zaś na Chojnach pewien łodzianin wlał w siebie zawartość butelki w ciągu zaledwie 4 sekund. Wieczorami w łódzkich piwiarniach toczą się zawody z kuflem w ręku.

Maratończycy
Uczestnicy wyścigów na długim dystansie siadają zazwyczaj do stołu koło południa, a opuszczają lokal grubo po północy.

- Jeden z klientów wypił sam 17 piw, ale, o dziwo, wyszedł o własnych siłach - mówi Elżbieta Kowalska, właścicielka baru przy ul. Rzgowskiej.

Podobny wyczyn zanotowano w pijalni na Retkini, ale dla bywalców knajpy przy ulicy Wschodniej taki wynik to pestka.

- W tym roku zdarzyło się kilka przypadków, że jeden człowiek wypił od rana ponad 20 piw - mówi Emilia Strzeszewska, pracownica piwiarni przy ul. Wschodniej.

Prawie w każdym osiedlowym barze pojawiają się wieloboiści. Ci rzadko ustanawiają rekordy, ale imponują regularnością.

- Pewien mężczyzna przychodzi codziennie i wypija za każdym razem 4-5 litrów piwa - mówi Grzegorz Mas, właściciel odwiedzanego przez rekordzistów lokalu.

Sprinterzy
Picie piwa na czas to zupełnie inna dyscyplina. Startujący w niej zawodnicy dysponują zadziwiająco szerokim gardłem.

- Jeden z klientów położył na ladzie banknot i wziął podane przeze mnie piwo. Nim wydałem mu resztę, stała przede mną pusta butelka - mówi Andrzej Roguziński, właściciel lokalu przy ul. Tomaszewicza.

Pewien amator złocistego napoju z ul. Skupionej poszedł o zakład, że wypije piwo w ciągu czterech sekund.

- Zakręcił butelką, żeby zrobić tak zwany wirek, a następnie bez przełykania wlał w siebie półlitrowego Żywca - opowiada Przemek, świadek wydarzenia.

W internecie można jednak przeczytać o jeszcze szybszych piwoszach z innych regionów Polski. Pan Władek z Oławy wychylił piwo w 3,5 s, a Rambo ze Starego Lublińca wygrał zawody w Lubaczowie z wynikiem 3,24 s.

W pijalni przy ul. Tomaszewicza pewien mężczyzna założył się z kolegą, że wypije cztery piwa jedno po drugim. Przegrał jednak, bo jego towarzysz zrobił mu niespodziankę i kupił... portery, które są o wiele mocniejsze od pilsnerów.

Na mecie
Zdaniem barmanów, zmęczenie nie zawsze jest współmierne do "przebytej odległości". Zależy ono przede wszystkim od masy ciała i odpowiedniego treningu.

- Przyszły do nas dwie panie i zamówiły cztery piwa. Gdy je opróżniły, jedna z nich ledwo wstała od stołu. Założyła następnie płaszcz na lewą stronę i wyszła - opowiada Ania z pubu przy ul. Piotrkowskiej.

Właściciel pubu Sioux, były piłkarz Widzewa, ma sposób na klientów, którzy przesadzili z trunkami.

- Zawsze mam pod ręką zabytkowy kowbojski sztucer. Pijani goście zazwyczaj wychodzą, gdy ją wyjmuję - mówi Andrzej Szulc.

Jednak w lokalach przy ul. Piotrkowskiej rekordy ustanawiane są stosunkowo rzadko w porównaniu z osiedlowymi pijalniami. Głównym powodem jest oczywiście cena piwa. Pijalnie sprzedają złocisty napój za 2-3 zł, zaś puby mieszczące się przy głównej ulicy naszego miasta za kwotę trzy razy wyższą. Wyczynowcy dostaliby zatem mocno po kieszeni. Ponadto barmani w renomowanych lokalach odmawiają obsługiwania zalanych w trupa gości i często wzywają w takich przypadkach ochronę.

Specjaliści zajmujący się uzależnieniami są przeciwnikami pijackich konkursów. Ich zdaniem ludzie, których rozpiera ambicja, powinni się zająć uprawianiem sportu w tradycyjnym rozumieniu. Tym bardziej że jest on korzystniejszy dla zdrowia.

- Organizowanie zawodów w piciu to bardzo negatywne zjawisko. Mogą się one nawet skończyć tragicznie, bo ludzie mają bardzo różną tolerancję na alkohol. Spożywanie nadmiernej jego ilości jest ponadto negatywnym wzorcem dla młodzieży, która także odwiedza puby i piwiarnie - mówi Anna Mroczek, dyrektor Regionalnego Centrum Polityki Społecznej w Łodzi.

Alkoholowa rywalizacja w czasem kończyła się ponadto wizytą w izbie wytrzeźwień. W 2005 roku trafiło tam blisko 14 tysięcy osób.


 

Express Ilustrowany


 

Tomasz Spodenkiewicz